Na rubieżach

Kawałek za miejskim cmentarzem rozciągają się rubieże miasta - ziemie jakby niczyje, bo nietknięte ręką nijakiego gospodarza. Ich dziewiczość rzuca się w oczy z daleka, a najłatwiej to poznać po chodniku, który z jako tako utrzymanego nagle, tworząc ostro zarysowaną granicę (biała strzałka), przemienia się w trakt zarośnięty gęstwiną krzewów i chwastów - fot. 1.

Na ewentualnego przechodnia czeka zatem niełatwa przeprawa, co dokładniej widać na kolejnym ujęciu - fot. 2. Chodnik dotąd szeroki na 3 kafelki, zwęża się gwałtownie na 1,5 płytki, a na wysokości głowy pieszego jeszcze bardziej, bo krzaki (ongiś żywopłot) mocno rozrastają się w kierunku drogi.

Przy czym trzeba zauważyć, iż w miejscu tym wcale nie przebiega administracyjna granica Szczytna, wszak dalej (patrząc w głąb fotografii) znajdują się miejskie posesje mieszkalne. Właśnie jeden z mieszkańców całkiem nieodległego bloku przyniósł do redakcji te zdjęcia, m.in. po to, aby unaocznić Czytelnikom "KM", jak wygląda jego codzienna wędrówka do pracy.

- W tym miejscu - powiedział w redakcji - wielu ludzi schodzi z chodnika, ale to z kolei stwarza inne niebezpieczeństwo, możliwość potrącenia przez samochód.

A cóż to za chodnik i przy jakiej leży ulicy? - zapytałby zaciekawiony Czytelnik.

Ha, na te z pozoru łatwe pytanie nie sposób odpowiedzieć jednoznacznie. Gdybyśmy bowiem chcieli zorientować się w kwestii nazwy ulicy czytając tabliczki z numerami posesji, jakie zawieszone są na okolicznych domach, powstałby w naszych głowach spory mętlik - fot. 3.

Stosowane są tu bowiem trzy wersje: ulica Mragowiusza, Mrągowiusza albo Mrongowiusza. Pisaliśmy o tym już trzy lata temu ("KM" nr 8 z 23.02.2000 r.) i do dziś nic się w tej sprawie nie zmieniło. Nadal pomiędzy administratorami i właścicielami domów nie ma zgody co do pisowni nazwiska patrona ulicy, zaś odrębną sprawą jest wymieniony pod jedną z tabliczek taki zarządca - ADM ZBR w Kamionku. Firma ta nie istnieje dzisiaj, tak jak nie istniała 3 lata temu, a budynek przeszedł w ręce miasta lat temu 7 z okładem!

PS.

Ów zarośnięty odcinek chodnika (fot. 1) przylega do posesji należącej do spółki "Pudiz". Co prawda teren ten nie jest obecnie użytkowany przez tę firmę (przeznaczony jest do sprzedaży), ale jednak nie zwalnia to spółki z obowiązku dbania o porządek, tak na samej posesji, jak i przyległościach, czyli chodniku.

AUTOMYJNIA POD CHMURKĄ

Na pierwszy rzut oka trudno zorientować się, co kucający obok auta jegomość tak naprawdę robi - fot. 4. Koła raczej nie odkręca, a pracuje nad czymś w okolicy samochodowych progów.

Gdybyśmy bardziej się zbliżyli, zauważylibyśmy w rękach mężczyzny niedużą szczotkę. A więc wszystko staje się jasne - pucuje on po prostu swoją maszynę. Oszczędny widać, albo mocno ubogi, że nie stać go na skorzystanie z usług autoryzowanej automyjni. Zadowala się amatorstwem urządzonym pod chmurką. Widoczna na zdjęciu wielka cyfra "3" to numer posesji położonej przy ul. Ogrodowej, gdzie odbywa się ta scenka. Jest to zatem nieomal w centrum miasta, dlatego obok (chodnikiem) często i gęsto przechodzą ludzie...

Samochodzik już cały został namaszczony detergentami (fot. 5.), więc wiaderko z wodą (biały otok) idzie w ruch i za chwilę... chlust na dach!

- A kto przechodził akurat obok i dostał się mimowolnie pod prysznic, jego wina, że nie uważał - tak zdaje się mówić ów samochodowy "pucuś". - Wszak odbywa się tu czyszczenie wspaniałego auta!

To, że zmyte z samochodu detergenty, resztki smarów, olejów czy paliwa płyną sobie potem rynsztokiem nie robi na jegomościu żadnego wrażenia. Ważne, że wóz lśni jak nowy. Niestety, ulica odwrotnie, cała została zachlapana wodą i innym paskudztwem, które zaraz spłynie burzówką do miejskich jezior.

Potem, gdy taki "czyścioszek" uda się nad szczycieńską plażę bulwersuje go widok brudnej wody. Klnie zatem, że tak dalej być nie może, że władze miasta są do niczego, bo nie umieją zadbać po czystość wód obu naszych jezior.

ROZKOSZNY AKWEN

Spora wieś Orżyny, czy może Orzyny, bo w książce telefonicznej (najnowszej) i na mapach mamy pisownię taką, jak na fot. 6.

No, ale mniejsza o nazwę. Nam chodzi o to, że miejscowość ta leży nad dwoma pięknymi jeziorami - Kulką i Arwinami. Miejscowi to pierwsze nazywają także Links. Jest to spory akwen, a woda w nim czysta, co dla szczytnianina, nawykłego do widoku wód naszych miejskich jezior jest czymś niezwykłym. Ma odcień błękitny, a nie jak u nas zielony (i o konsystencji zupki), zaś dno widać na znacznej jeszcze głębokości. Kąpiel w takich nurtach jest istną rozkoszą. Dlatego na kąpielisku przyległym do szosy Szczytno - Mrągowo napotkałem sporo plażowiczów, tak miejscowych, jak i turystów - fot. 7.

Wylegiwali się nie tylko na samej plaży tworzącej stok o dość dużym nachyleniu (co wkrótce okaże się ważne), ale gromadnie oblegali piękne molo. Widząc to nieomal szlag mnie trafił, no bo jak to tak - pomyślałem - w końcu to wieś, a gdzie takiemu Szczytnu, pyszniącego się mianem bramy do Warmii i Mazur równać się z tym, co tu zobaczyłem. Piękne duże molo (wybudowali je wspólnie z turystami mieszkańcy wsi), plaża, no i ta błękitna, czysta woda....

Niestety, sielankowy obraz psuje i to mocno najbliższe otoczenie dwóch kontenerów na śmieci, które postawiono tuż obok plaży, na krawędzi stoku - fot. 8.

Śmieci wokół co nie miara - spiętrzone obok kontenerów w niemałą górkę, staczają się z niej w dół (po stoku), turlając się między plażowiczami, aby skończyć swą wędrówkę w błękitnych wodach jeziora.

Serce się kraje, kiedy widać, jak w krystalicznych wodach jeziora nurzają się takie rzeczy!

2003.07.30